13119848_104683933275247_3848531346667949010_o

Pij mleko!

Jedni mówią żeby pić bawarkę (herbata z mlekiem) inni mówią żeby jesc daktyle a ja mówię żeby poskakać na jednej nodze ;)

LAKTACJA!
Ile stresu mnie to kosztowało to chyba wiem tylko ja… no i inne mamy karmiące (zapewne).
Ps. Z tym skakaniem na jednej nodze to zartowałam ;)
Dzień dobry piękni ludzie !

Od początku.
Zanim mnie pokroili, mleka było u „NAS” sporo, może nie tyle żeby rzucac się na laktator ale było (cieszyłam się) nie jest to chyba zaskoczeniem bo kazda mama chce dać dziecku to co najlepsze a w tym przypadku mleko mamy bez dwóch zdan najlepsze jest ;)  .
Po cesarskim cieciu – PSIKUS- PUSTO.
Nie musze chyba mówic, ze o jakiejkolwiek pomocy ze strony personelu szpitala  (jak dostawiać dziecko prawidłowo do piersi) mowy nie było.
Widok pleców poloznej zamykającej drzwi sali, co by placz dzieci nie zakłócał spokoju przy piciu kawy i ploteczkach , to max na co mogły  liczyc swiezo upieczone mamy.
Oczywiście kiedy sie zdecydowaliśmy na samodzielny pokoj (przypomnę- 500PLN za dobę) jedna z poloznych okazala miłosierdzie i pokazala co z czym .
Co z tego ??
NIC!
Przez cały pobyt w szpitalu 24/24 walka z laktatorem (metoda 7-5-3) po 5 kropel z każdej piersi i milion lez z moich  oczu.
Sutki poranione (ból okropny), wietrzenie i smarowanie mlekiem  naprzemiennie lanolina.
Przez cały pobyt w szpitalu Antosia była dokarmiana mm strzykawka po palcu (nie chciałam przyzwyczajać do butli, chciałam karmic, koniec kropka) pomimo braku pokarmu ( bo 5kropel to raczej żaden pokarm) dostawialam , dostawialam, dostawialam.
Po powrocie do domu tylko jeden raz dalam jej mm, stojąc przy tym na granicy załamania nerwowego.

„Ona się nie najada, nawet nie mogę jej nakarmić! Co ze mnie za matka ?!” – znacie to???
ZNACIE!

W domu miałam chyba wszystkie herbatki laktacyjne jakie sa dostępne na rynku…. nie wiem czy ktoras z nich faktycznie pomogla (nie sooondze-placebo).
Przez tydzień mala „wisiała” na cycu dniami i nocami a ja kiedy czytałam komentarze mam na INSTA o  ich NAWALE POKARMU, czułam sie  jakby ktoś dał mi w twarz.
Dostawialam ja do piersi i modliłam się o pokarm (przysięgam) starałam się wyciszyć (kiedy słyszysz zal w placzu dziecka to ciężko jest się ogarnac) dodatkowo wspomnienie porodu –trauma.

Oczywiście zadnego „nawału” u nas nigdy  nie było, ale po tygodniu faktycznie laktacja się ruszyla a mala zaczela się najadac.

Wiem, ze sa mamy które na noc daja mm (wiadomo, dziecko najada się do syta i prawie cala noc z glowy) jeśli ktoś ma non stop ogrom pokarmu w piersiach to sobie może pozwolić.
Do dzis dnia karmie Antosie w nocy  co 2, max 3 godziny… organizm wydziela wówczas więcej prolaktyny, a więc pokarmu w piersiach jest więcej.

W dodatku nocny pokarm jest to pokarm bardzo bogaty w tłuszcze, więc dziecko szybciej przybiera na wadze (wyśpię się po śmierci).

Co więcej ?
Wskazane jest picie 2-3 L wody dziennie  i tu UWAGA!
Faktycznie zauwazylam, ze kiedy organizm jest odpowiednio nawodniony, mleka jest więcej,
ALE(!) kiedy już „zalapalam” ten mechanizm i zaczelam pic wode (typu Zywiec) litrami, zaczelo mnie bolec gardlo.
Na początku pomyslalam sobie, ze to od chłodnej wody.. jednak kiedy po miesiącu (tak, po miesiącu) nie było poprawy, zaczelam się zastanawiać co jest grane :O
Chwila szperania w sieci i jest diagnoza:
Wypłukalam z siebie mikro i makroelementy.
Dzis dodadaje do każdej butelki miod i cytryne, albo odrobine soli himalajskiej.
Ot cala nasza historia z laktacja ;)

Laktacja jest w glowie <3

Całuje
K.